fbpx

Nazywam się Ewelina. Jestem Wrocławianką. I to właśnie we Wrocławiu zaczęła się botaniczna historia. I to wcale nie dwa lata temu, a znacznie wcześniej. Korzenie tej historii sięgają początku lat 80-tych (jeszcze nie było mnie na świecie) i Hali Targowej (dziś jednego z moich ulubionych miejsc we Wrocławiu).

Moja mama Matylda (dziś moja prawa ręka botaniczna) miała swój kwiatowy świat w postaci stoiska właśnie w tej hali.

Mój tato Grzegorz (to od niego nauczyłam się konsekwencji w działaniu i ponoć odziedziczyłam uśmiech na twarzy) często odwiedzał Halę Targową. I jak można się domyślić wśród tych kwiatowych okoliczności zaczęło się love story (zdradzę, że trwa do dziś).

Miłość do kwiatów (wyssana z mlekiem matki) mogła się pogłębiać i rozwijać w szklarniach u wujka. Były tam goździki, asparagusy i czasem strelicje. W szklarni obok kotłowni znajdowały się rozsady z roślinami doniczkowymi. Istny raj! Do dziś pamiętam ten zapach wilgoci i wspominam go z ogromnym sentymentem. Uwielbiam też szklarnie (i marzę o choć jednej). Spędzałam tam sporo czasu i uwielbiałam bawić się w sklep. Z roślinami oczywiście! Potajemnie zabierałam doniczki produkcyjne ze szklarni, aby służyły jako artykuły do sprzedaży. Nie pamiętam jak nazywałam ten sklep, ale z pewnością było to już wtedy małe ziarenko dzisiejszej Botaniki.

Jak wiadomo z miłością różnie bywa. Wchodząc w dorosłe życie pojawiło się nowe zauroczenie – podróże! Ameryka pochłonęła mnie na dobre i to na ponad 2 lata. Wsiąść do samochodu i przejechać od Oceanu Atlantyckiego do Spokojnego żaden problem! W końcu miałam 20 lat i z pewnością marzenia o siódmym niebie. Piękne okoliczności przyrody zawsze mnie inspirowały (widoki z podróży noszę w sercu i pamięci) ale wtedy jeszcze nie wiedziałam co z tego wyniknie. Wróciłam do Polski i zaczęłam studia. Moja już trochę wypielęgnowana wrażliwość do natury pomogła w wyborze kierunku- Architektura Krajobrazu. Ogrody i parki stały się moimi głównymi punktami podczas już mniejszych podróży po Europie. Kiedy obroniłam dyplom moja (jeszcze wtedy niespokojna) dusza zapragnęła kolejnej dłuższej wyprawy. London here I come! I tak minęło 5 lat (choć wydaje mi się, że 2). Próbowałam, zwiedzałam, podziwiałam soczystą zieleń. Ciężko było się nudzić.

Początkowa praca kelnerki zamieniła się na biurową. Duży komfort, ale serce płakało. Chciało kwiatów i zieleni. Po godzinach zaczęłam pracować w kwiaciarni. Nie chodziło o dorabianie, ale bycie wsród kwiatów. Pozornie ciężkie warunki pracy sprawiały mi radość. I nawet największy zmarzluch jak ja nie czuł zimna, gdy był przy kwiatach. Jak terapia. W Sun InnFlowers zapominałam o świecie, a Jana (florystka z Niemiec) była moim nauczycielem. Zyskałam trochę doświadczenia i byłam pewna podejmowanego kroku. Zrezygnowałam z wygodnego siedzenia za biurkiem i zostałam florystką w Rosewood Hotel London (czułam się wyróżniona). Popołudniami kończyłam szkołę British Academy of Garden Design.

I mielił się temat w mojej głowie czy iść zgodnie z wykształceniem czy za głosem serca? Kto mnie zna to już wie, że chodzę za głosem serca. Miłość do kwiatów i roślin narodzona już w czasie prenatalnym zwyciężyła. A co z Architekturą Krajobrazu i projektowaniem ogrodów? Ta umiejętność pomaga mi przy doborze i projektowaniu zieleni w Waszych domach i biurach. Czy Londyn się znudził? Z pewnością nie, ale nie dał możliwości czucia się jak u siebie. Chęć posiadania swojego miejsca w postaci sklepu z kwiatami i roślinami i upór w dążeniu do celu zapoczątkował moją Botanikę (inspirowaną naturą rzecz jasna). A gdzie? Jak już wiecie w moim rodzinnym Wrocławiu.